Książka, która odmieniła moje życie…

Powoli zbliżamy się do połowy roku, mija kolejny miesiąc, a mi upłynął kolejny rok życia. W ramach egzystencjalnych rozmyślań postanowiłam cofnąć się wstecz i przypomnieć sobie książkę, która do dzisiaj zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Z pewnością wielu z Was potrafi wskazać dzieło, które rozpoczęło Waszą przygodę z czytaniem, zmieniło sposób postrzegania rzeczywistości czy po prostu dało do myślenia. Postanowiłam zapytać czwórkę świetnych blogerów książkowych o tytuły, które wywarły znaczący wpływ na ich życie. Adrianna, Marta, Sylwia i Jakub zgodzili się podzielić nimi ze mną, a przede wszystkim z Wami. Zapraszam do krainy najbardziej wyjątkowych pięciu książek 😉

 

Bez strachu. Jak umiera człowiek – Adam Ragiel, Magdalena Rigamonti

Adrianna z Erato Czyta

Na samym początku muszę przyznać, że Iza zaprosiła mnie do udziału w ciekawym wpisie – za co bardzo dziękuję – jednak wybranie książki, która miała duży wpływ na moje życie okazało się zadaniem bardzo trudnym. Po kilku dniach intensywnego rozmyślania stwierdziłam, że pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy tylko przeczytałam maila od Izy, będzie najlepsza. Mój wybór padł na książkę, do której wciąż powracam myślami i jestem pewna, że nigdy jej nie zapomnę. Bez strachu. Jak umiera człowiek – to rozmowa Magdaleny Rigamonti z balsamistą i technikiem sekcji zwłok- Adamem Ragielem. Zapytacie co taka zaledwie 180 stronicowa książka może odmienić w życiu człowieka? Otóż podejście do samej śmierci jak i do utraty bliskich, a także pozwala docenić bardziej życie, które posiadamy. Jak się okazuje pan Adam to bardzo mądry i inteligentny człowiek, który ukazuje śmierć nie tylko od strony czysto fizycznej i zawodowej, lecz potrafi mówić o niej w tak naturalny sposób, tak przyziemny i racjonalny (czego nie robimy w swoim życiu codziennym), że człowiek lęka się jej dużo mniej i staje się ona dla nas czymś normalnym i naturalnym, a nie abstrakcyjnym oraz przerażającym. Nie śmiem twierdzić, że nie boję się już śmierci – o nie! Jednak po lekturze tej książki mam do niej inny stosunek. Nie jest już to dla mnie temat tabu i myślę o niej w całkowicie innych kategoriach. Nie wspominając już o tym, że książka zdradza wiele tajemnic, do których nie mamy dostępu. Ukazuje nam co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci, jak jest ono zabezpieczane, a nawet dowiedziałam się na co zwracać uwagę po śmierci kogoś bliskiego, tak by był on potraktowany godnie i należycie. Zdaję sobie sprawę, że wszystko to brzmi przerażająco, że każdy chce, by ten temat pozostał w sferze tabu, jednak uwierzcie mi, nie można wiecznie uciekać przez nieuniknionym, a ta książka może tylko pomóc i zmienić nastawienie. Polecam ją każdemu – z całego serca. PS: Uprzedzam, że nie jest to lekka i miła lektura, ani dla ducha, ani dla oka.


Zapiski stanu poważnego – Monika Szwaja

Marta z Bibliofilem być

Wydaje się, że książka, która miała największy wpływ na nasze życie, powinna być ambitna, najlepiej pochodząca z klasyki. Wiecie, Lew Tołstoj, Edgar Alan Poe, Franz Kafka itd. Można wtedy zaimponować innym naszym oczytaniem i pokazać się jako ambitny czytelnik, który wie, co to dobra literatura. Uwielbiam klasykę i wiele wniosła do mojego życia, ale gdy myślę o książce, która była dla mnie przełomowa, na myśl przychodzi mi mało ambitne, acz szalenie zabawne czytadło – Zapiski stanu poważnego Moniki Szwai. W powieściach Szwai zaczytywałam się będąc w liceum. Tak się złożyło, że był to najcięższy okres w moim życiu i właśnie w książkach szukałam ratunku. Trafiłam na Zapiski… i przepadłam. Pokochałam Szwaję za niesamowity humor, za powieści lekkie, ale z morałem, za to, że mogłam się w nich zatopić i odetchnąć od ciężkiej codzienności. Zapiski stanu poważnego pokazały mi, jak cudowną odskocznią może być literacka fikcja, zaczęły moją przygodę z twórczością pani Moniki, która po tylu latach wciąż pozostaje moją ukochaną pisarką. Dzięki nim pokochałam czytanie i myślę, że także dzięki nim jestem teraz tu, gdzie jestem – kończę studia na kierunku bibliotekoznawstwo ze ścieżką edytorską, prowadzę książkowego bloga i bookstagrama, zarażam swoją miłością do książek innych. Dzięki tej jednej książce zaczęła się najpiękniejsza przygoda w moim życiu.


Ania z Zielonego Wzgórza – Lucy Maud Montgomery

Sylwia z Unserious

Pierwszą książką, jaka przychodzi mi do głowy, gdy tylko ktoś wspomina o czytadle mającym wpływ na moje życie jest Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. Ta niezwykle urocza młoda, acz ruda dama stała mi się przyjaciółką, której ze względu na otaczających mnie prawie samych chłopców nie miałam, w czwartej klasie Szkoły Podstawowej. Od pierwszej strony zapałałam do niej sympatią i podziwiałam za niezwykłą charyzmę, pogodę ducha, dążenie do celu i realizację marzeń mimo licznych przeszkód, jakie napotykała w swoim życiu. Kibicowałam jej także w szkolnej rywalizacji i sama dzielnie walczyłam, by być jedną z najlepszych uczennic w klasie. Przeżywałam jej porażki, jakby były moimi, a także z godnością i pochyloną głową przyjmowałam wszelkie napomnienia Maryli i Mateusza, gdyż sama niejednokrotnie popełniałam te same błędy. Czytając dalsze losy Ani dojrzewałam razem z nią, chwaliłam za niezwykle odważne decyzje i właściwe uszeregowanie wartości, jakimi powinniśmy kierować się w życiu: rodzina, przyjaciele, a dopiero później praca i kariera. Mogę powiedzieć, iż do dziś Anka jest mi taką książkową przyjaciółką i zajmuje nie tylko szczególne miejsce na półce. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z jej losami gorąco polecam, będzie to na pewno niezapomniana przygoda, a może również przyjaźń na długie lata.


Władca Pierścieni – J.R.R. Tolkien

Jakub Pożeracz

Obawiam się, że w tym przypadku nie będę zbyt oryginalny, ale chciałem postawić na pełną szczerość i nie koloryzować nazbyt. Książką, o której chciałbym napisać i które przyszła mi do głowy od razu po Twoim pytaniu był Władca Pierścieni. Wspominałem kilka razy na blogu, że me czytelnictwo wykiełkowało dość późno. Szkoła podstawowa była czasem sumiennego czytania lektur, a jedynym wyjątkiem był krótki romans z Panem Samochodzikiem. Dopiero liceum przyniosło zmianę, a jednym z kroków milowych przemiany w książkowego pożeracza było pożyczenie od klasowego kolegi sześcioksięgu Tolkiena. Wsiąkłem od samego początku. Wiem, że wiele osób narzeka na nudno początek, ale ja do dziś pamiętam swe odczucia. Pierwszy tak wyraźnie czułem, że jestem tam z bohaterami – od pierwszych nocy przy ognisku w drodze do Rivendell przez brzemienny w skutkach nocleg na Wichrowym Wzgórzu aż po przeprawę przez Góry Cienia. Mógłbym wymieniać wiele takich epizodów. Nie stałem się fanatykiem Tolkiena, wolę Silmiarillion od Hobbita, a odpadłem na Niedokończonych opowieściach, ale i tak pierwszy kontakt z jego twórczością był na pewno doświadczeniem formatywnym. Ponowne czytania nie odarły Władcy… z magii, nadal tam jest, choć wiem dokąd nogi mnie poniosą. Mówiąc nieco patetycznie – Tolkien otworzył mi oczy na siłę opowieści i ukazał piękno drobiazgowo wykreowanego świata. Nie dość, że zacząłem czytać fantastykę, to w ogóle zacząłem więcej czytać. Do dziś zresztą mam słabość do dłuuuugich sag i dobrego światotwórstwa.


Norwegian Wood – Haruki Murakami 

I przyszedł czas na mnie 🙂 Norwegian Wood Harukiego Murakamiego przeniosła mnie do świata całkiem innego niż otaczająca mnie rzeczywistość. Japonia jest wyjątkowym miejscem na Ziemi, zwłaszcza ta przedstawiona w książce Murkamiego – ludzie są autentyczni, naturalni i starają się żyć w zgodzie ze sobą, chociaż nie zawsze jest to łatwe i właściwe. Norwegian Wood to melancholijna, piękna i prosta opowieść o wyobcowaniu, samotności, miłości, fizyczności, dojrzewaniu i dorosłości. Styl jest prosty i oszczędny, ale z drugiej strony poetycki i zawierający w sobie wiele głębi. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że trafiłam do snu i oglądam świat przez senną mgłę. Nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie miałam podobnych odczuć podczas lektury. Książka pokazała mi, że relacje międzyludzkie są skomplikowane, nie można ich klasyfikować i oceniać. Każdy człowiek jest inny i za maską powierzchowności skrywa swoje dramaty. Murakami uświadomił mi, że życie niesie ze sobą wiele niewiadomych i wiele kwestii, na które być może w ogóle nie poznam odpowiedzi. Biorąc pod uwagę, że Norwegian Wood czytałam jako nastolatka, książka zmieniła moje spojrzenie na rzeczywistość i otworzyła na nowy wymiar literatury. 

Jak widać, książki nie tylko umilają nam czas i zabierają w podróże do wyjątkowych miejsc, ale mają również moc wpływania na nasze życie. Każda z przedstawionych powyżej pozycji jest wyjątkowa, dziękuję za podzielenie się tymi wspaniałymi wyznaniami 🙂

Może teraz Wy pochwalicie się tytułami, które miały wpływ na Wasze życie? 🙂 

  • Dziękuję za zaproszenie do wpisu <3

    • Dziękuję również za udział 🙂

  • Ewa Matuszkiewicz

    Same wspaniałe książki 🙂 Mają moc 🙂

    • Zdecydowanie! Każda jest wyjątkowa 🙂

  • Wszystkie książki wspaniałe. 🙂
    Dziękuję za zaproszenie. 😀

    • Dokładnie 🙂
      Cieszę się, że przyjęłaś zaproszenie 🙂

  • Jeszcze raz bardzo dziękuję, że mogłam wziąć udział w tym fajnym, a co najważniejsze- ciekawym wpisie 🙂 To była sama przyjemność 🙂
    Cieszę się również, że książka „Norwegian Wood” jest już na mojej półce i jej lektura przede mną 🙂

    • Cała przyjemność po mojej stronie 🙂 O, to super. Czekam na wrażenia, jak już po nią sięgniesz 🙂

  • Marcin Zakrawacz

    Dla mnie taką ważną książka była lalka Prusa. Egoizm, pycha, gry pozorów i ocenianie innych. Myślę że to była wartościowa lektura 🙂

    • Świetny przykład 🙂 Faktycznie, w „Lalce” świat jest pełen ról i pozorów. Dla mnie też była to ciekawa książka pod każdym aspektem 🙂

  • Adrian Pawłowski

    Ahh, wróciłbym do Tolkiena gdybym miał więcej czasu 🙂 „Bez strachu…” mnie zaciekawiło.

    • Mnie też bardzo zaciekawiła ta książka 🙂 Pozdrawiam 🙂

  • Świetny pomysł na post! 🙂
    Chyba wielki czas na to aby sięgnąć po Tolkiena nie tylko w wersji filmowej 😉

    czytamogladampisze.blogspot.com

    • Dziękuję 🙂 Super, widzę że Jakub Cię przekonał 😉