Andy Weir, „Marsjanin” – bardziej science, niż fiction

Jestem pierwszym człowiekiem, który przejechał długi dystans na Marsie. Pierwszym człowiekiem, który spędził na Marsie więcej niż trzydzieści jeden solów. Pierwszym człowiekiem, który zbierał plony na Marsie. Pierwszy, pierwszy, pierwszy!

Listopad był dla mnie miesiącem nadrabiania zaległości książkowych. Jedną z pozycji, po którą chciałam sięgnąć już od dłuższego czasu jest Marsjanin Andy'ego Weira. Pomimo, iż wcześniej oglądałam film, książka mnie wciągnęła. Główny bohater, Mark Watney, jest barwną postacią z ciętym językiem. Jego czarny humor i sarkazm doprowadzały mnie do łez.

NASA natomiast sra ze strachu. Dla nich odzyskiwacz wody to element wyjątkowo potrzebny do przetrwania. Nie ma zapasowego i myślą, że umrę, gdy on się zepsuje. Dla nich jest to przerażająca awaria sprzętu. Dla mnie po prostu „wtorek”.

Marsjanin to książka z gatunku science fiction, w której przewagę stanowi science. Niektórych mogą znudzić naukowe fragmenty,które nie zawsze są do końca zrozumiałe (chociaż autor stara się jak może, by brzmiało to przystępnie). Ja bardzo lubię taki naukowy bełkot i rozkoszowałam się każdym zdaniem. Porównując do filmu, chociaż oba były na wysokim poziomie, książka wygrywa. Papierowa wersja lepiej oddaje charakter Marka. Spodobała mi się też konwencja powieści – większość tekstu pisana jest w formie dziennika prowadzonego przez bohatera. Mamy też narratora „na Ziemi” oraz kilka razy na Marsie, aby wszystko składało się w całość. Różne sposoby narracji wprowadzały więcej napięcia. Ogólnie przy konwencji człowieka, który siedzi sobie sam na Marsie i próbuje przetrwać, a na Ziemi NASA kombinuje jak go uratować, trudno o szaloną i dynamiczną akcję. W dodatku Mars to pusta i zimna planeta. Właśnie dzięki tym zabiegom narracyjnym udało się stworzyć z tego naprawdę dobrą rozrywkę.

Gdy jechałem w kierunku miejsca zakopania RTG, uderzyło mnie to, ze Mars to jałowe pustkowie, a ja tu jestem całkiem sam. Oczywiście już wcześniej to widziałem. Ale jest różnica między wiedzą a doświadczeniem. Dookoła mnie nie było nic poza pyłem, kamieniami i niekończącą się pustynią, rozciągającą się we wszystkich kierunkach.

Film na podstawie tej książki jest właściwie dość wierną jej adaptacją. Jeśli nie czytaliście powieści to zachęcam, jeśli nie oglądaliście filmu, również polecam. Oba dzieła są rewelacyjne. Nie ma co dużo mówić o Marsjanine. Książkę czyta się szybko, jest naprawdę interesująca – nie wiem czemu zawsze gdzieś tam ją pomijałam w moich planach. Po lekturze powieści lubię gatunek sci-fi jeszcze bardziej, ale do ziemniaków miałam chwilową awersję.

Moja ocena: 8,5/10

  • Oglądałam i czytałam. Obie wersje przypadły mi do gustu.
    Uwielbiam takie naukowe roztrząsanie i dywagowanie do tego z dużą dawką humoru.

    • Myślę, że Mars jest dobrą planetą do takich rozważań i teoretyzowania. Kto wie, może kiedyś się przyda w praktyce? 😉

    • Myślę, że Mars jest dobrą planetą do takich rozważań i teoretyzowania. Kto wie, może kiedyś się przyda w praktyce? 😉

  • Marcin Zakrawacz

    Film widziałem teraz czas na książkę 😀

    • Szybko pójdzie i myślę, że spodoba Ci się bardziej niż film. Więcej technicznych szczegółów 😉

  • Adrian Pawłowski

    Jedna z moich ulubionych książek, chociaż ta oryginalna, a nie filmowa okładka, bardziej mi się podoba. Świetnie napisana, z poczuciem humoru i ciekawymi koncepcjami sci-fi.

    • Właśnie, ta ogniście pomarańczowa okładka jest piękna 🙂 ale twarzą Matta też nie pogardzę;)

    • Właśnie, ta ogniście pomarańczowa okładka jest piękna 🙂 ale twarzą Matta też nie pogardzę;)

  • Bookowa Dziewczyna

    Marsjanin, to jedna z tych książek, o których nie da się zapomnieć. Cieszę się bardzo, że przeczytałam ją zanim poszłam na film, bo straciłabym bardzo dużo z tej niesamowitej historii 😉
    Pozdrawiam 😉

    • To prawda, książka jest wyjątkowa 🙂 Ja akurat oglądałam najpierw film, co jest ciekawe, bo czytając książkę czułam się jakbym przeżywała całkiem inną historię. Pozytywne zaskoczenie 🙂

  • Ewa Matuszkiewicz

    Nie widziałam filmu, ani książki. Bardziej w moim guście jest fantastyka, science fiction niekoniecznie. Jednak faktycznie, bardzo ciekawie to wygląda 😉

    • Toż to istna fantastyka, przeżyć tyle czasu na Marsie 😉 Może jak kiedyś przekonasz się do sci-fi to spróbujesz, bo akurat tę pozycję czyta się wyjątkowo szybko i lekko, w porównaniu do innych z tego gatunku 🙂