Walter Tevis, „Człowiek, który spadł na ziemię” – upadek Ikara

Kot spadł bezgłośnie na posadzkę, otrząsnął się i odszedł, nie zaszczyciwszy go choćby spojrzeniem. Patrząc na kota, pomyślał: gdybyście to wy byli jedynym inteligentnym gatunkiem na tej planecie. A potem, uśmiechnąwszy się zgryźliwie do siebie: właściwie może i tak jest.

Człowiek, który spadł na ziemię to przygnębiający dramat science-fiction i kolejna książka autorstwa Waltera Tevisa, która ukazała się w serii Artefakty. Powieść przypadnie do gustu nie tylko fanom fantastyki naukowej, ale każdemu kto po prostu lubi dobre książki. Znacznie więcej tu dramatu, niż SF. Książka została napisana w 1963 roku, ale egzystencjalne rozterki w niej zawarte nadal zachowują swoją aktualność. Autor porusza kwestie zimnej wojny, dążenia ludzi do samozagłady, tworzenia broni masowej zagłady i zapowiedzi upadku ludzkości.

Thomas Jerome Newton jest przybyszem z kosmosu, który chroni swoją tożsamość przed ludźmi. Trafił tu z odległej planety Antei, by szukać dla niej ratunku. Anteańska cywilizacja jest bardziej rozwinięta od Ziemskiej, ale ich populacja drastycznie się zmniejszyła. W dodatku na Antei brakuje podstawowych zasobów, w tym wody. Newton rozpoczyna życie wśród ludzi i buduje swoje imperium, wykorzystując ponadprzeciętną inteligencję. Zbija fortunę na patentach wynalazków, które wśród ludzi nie są jeszcze znane. Zbiera środki, aby zrealizować plan ratowania Antei i przy okazji Ziemi. Czy jego projekt się powiedzie?

Oprócz Thomasa Newtona bliżej przyglądamy się dwóm innym postaciom – Betty Jo i profesorowi Bryce'owi. Tevis prezentuje ciekawą relację między tą trójką bohaterów. Podobny schemat wykorzystał w Przedrzeźniaczu, coś na kształt emocjonalnego trójkąta, gdzie jedna z męskich postaci nie jest człowiekiem. Bardzo mi się podoba takie charakterystyczne podejście do relacji ludzkich i nie-ludzkich. Trzeba przyznać, że Walter Tevis stworzył niesamowitą kreację przybysza z kosmosu – nie tylko pod względem jego wyglądu, ale także zachowania i stopniowego procesu upodobniania się do ludzi. Analiza społeczeństwa z perspektywy osoby, która wcześniej czerpała wiedzę o naszej cywilizacji tylko z programów telewizyjnych, jest zaskakująco trafna. Newton na bieżąco weryfikuje swoją wiedzę o ludziach i czyni wiele obserwacji, w których nie wypadamy korzystnie. Mimo wszystko jednak mam wrażenie, że książka jest trochę na siłę rozciągnięta, szczególnie na samym początku.

Czasami za swą słabość w obliczu tego świata obwiniał Betty Jo. Jakże ludzki się stał w tej racjonalizacji swoich działań! To przez nią stał się jak tubylec, obsesyjnie rozmyślający o nieokreślonych przewinach i jeszcze bardziej mętnych wątpliwościach. Nauczyła go pić dżin; pokazała mu inną, silną, zadowoloną z siebie, hedonistyczną i bezmyślną stronę ludzkości, o której nie miał pojęcia mimo piętnastu lat studiowania programów telewizyjnych.

Człowiek który spadł na ziemię to opowieść o samotności, wyobcowaniu, a także brutalnym zderzeniu ideałów z rzeczywistością. Thomas Newton chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Książka jest smutna i pełna emocji, zostawia poczucie pustki. Zastanawiam się czy gdyby faktycznie pojawiła się (a może już jest?) osoba z takimi środkami finansowymi i geniuszem umysłu, która chciałaby w rozsądny sposób ratować nasz świat, nie zostałaby potraktowana tak jak Thomas Newton?

Kinomaniacy pewnie wiedzą, że Człowiek, który spadł na ziemię ma swoją filmową wersję. Powieść została zekranizowana przez reżysera Nicolasa Roega, w filmie z 1976 roku o tym samym tytule. W postać Newtona wcielił się David Bowie, który moim zdaniem idealnie wpasował się w rolę.

Moja ocena: 8/10

  • Marcin Zakrawacz

    Mnie osobiście ta książka pozamiatała. Genialny dramat a działania rządowych instytucji dają dużo do myślenia.

    • Szczerze mówiąc “Przedrzeźniacz” nieco bardziej mi się podobał. Chyba po prostu tematyka do mnie bardziej trafiła 🙂 Jednak ogólnie twórczość Tevisa jest genialna,

  • Adrian Pawłowski

    Szczerze mówiąc, widziałem tylko film i to dawno temu. Chyba warto sięgnąć po tę książkę;)

  • Ach, ta zimna wojna. Strach przed wzajemną zagładą doprowadził do powstania wielu ciekawych dzieł – w tym jednego z moich ukochanych filmów, czyli “Dr. Strangelove”. A i Trevis widzę, że radzi sobie świetnie.

    • Pozytywny aspekt zimnej wojny – dzieła literackie 🙂 Tak, dał sobie świetnie radę i cieszę się, że wydawnictwo Mag dostarcza takie klasyki. Oby więcej 🙂

  • Kocham Cię moje życie blog

    wstyd się przyznać, nie znam tej historii, ale nic straconego, trzeba nadrobić 🙂

    • Ja do tej pory też nie znałam, ale naprawdę warto 🙂 Takie spotkanie z klasyką dobrze robi 😉