Maciej Pawlak, „Dobry wieczór we Wrocławiu” – postapokalipsa po polsku

A ludzie umierają – odparł Kapitan, patrząc Nożownikowi prosto w oczy. – Im szybciej się do tego przyzwyczaisz, tym lepiej dla ciebie.

Do postapo przekonałam się dzięki trylogii Metro Dmitry Glukhovskiego, który konstruuje w swoich powieściach mistrzowskie tła socjologiczne. Szczególnie ciekawe w tego rodzaju wizjach postapokaliptycznych są zachowania ludzkie, zawiązywanie się specyficznych grup i na nowo tworzone normy. Do tego rozrywkowy charakter i nuta horroru podkreślają klimat. Po opisie Dobry wieczór we Wrocławiu spodziewałam się właśnie takiego połączenia, osadzonego w polskich realiach.

Już od samego początku widać, że autor wzorował się na Metro, przez co miałam lekkie deja vu. Wiadomo, inspirować się czymś trzeba. Jednak w moim odczuciu osadzenie bohaterów i wydarzeń na gruncie zbliżonym do tego w Metro za bardzo rzucało się w oczy. Mamy rzeczywistość dwadzieścia lat po zagładzie nuklearnej, podziemia dworca wrocławskiego, hodowle szczurów na mięso, zmutowanych ludzi i zwierzęta z zoo, kanibalizm, nieznaną siłę oddziałującą na psychikę, dzikie psy… i stalkerów.

Może zacznę od początku. Oprawa graficzna książki jest naprawdę ładna. Minimalistyczna okładka, estetyczne kolory – przyjemnie trzyma się w ręku takie dobre wydanie. W środku nie zabrakło też mapki, która przedstawia najważniejsze punkty na mapie postapokaliptycznego Wrocławia.

Ogólnie książka jest dobrze napisana, czyta się ją szybko i płynnie. Przyglądamy się wydarzeniom z perspektywy kilku bohaterów, dzięki czemu jest dynamicznie i zyskujemy szerszy pogląd. Enklawa ludzkości ocalałej z zagłady zorganizowała swoje życie w podziemiach dworca wrocławskiego. Ponieważ minęło już dwadzieścia lat, wśród ludzi żyją zarówno ci co pamiętali świat przez apokalipsą, jak i ci, którzy urodzili się po niej. Wśród nich jest grupa stalkerów, którzy podejmują się misji mającej na celu odkrycie prawdy o tajemniczej istocie bytującej na wrocławskim Rynku. Ma ona bowiem moc wpływania na umysły.

Dzieje się tu wiele, akcja nie zwalnia, dostarczając czytelnikowi wrażeń. Nie można narzekać na nudę, a niektóre fragmenty są krwawe i brutalne. Podobała mi się wizja Innych, naprawdę świetna. Najsłabsze strony książki to tło społeczne i bohaterowie. Stereotypowe postacie, z którymi nie da się w żaden sposób identyfikować. Jedynym bohaterem, który wydawał mi się autentyczny był Młody. I on podobał mi się najbardziej z całej grupy.

Nie brak też romantycznego wątku, który mnie osobiście zażenował. Ckliwy i niedopasowany do realiów, w jakich znajdują się bohaterowie. To zupełnie nie dla mnie. Autor przedstawił kobiety w swojej książce jako istoty nie potrafiące decydować bez mężczyzn, uzależnione od nich i niezdolne do stawienia czoła brutalności, jaka je spotyka. Nie ma tu żadnej naprawdę silnej postaci kobiecej, a męscy bohaterowie są tak męscy, że aż momentami sama czułam jak podnosi mi się poziom testosteronu.

Jeśli ktoś szuka w powieści akcji to na pewno nie zwróci na to uwagi i będzie czerpał radość ze strzelanin, rozlewu krwi, szalonych ludzi i mutantów. To czysto rozrywkowa książka. Mi osobiście zabrakło porządnego tła społecznego i autentycznych bohaterów.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

  • Marcin Zakrawacz

    Czyli nihil novi. Ot kolejny punkt na post-apokaliptycznej mapie 🙂

    • Specjalistką w tym gatunku nie jestem, nie oczytały mi się jeszcze te motywy. Było kilka ciekawych wątków, z jakimi się nie spotkałam, ale nie jestem w stanie powiedzieć na ile to jest coś nowego. 🙂

    • Dla mnie jako dla osoby, która rzadko sięga po postapo, było to po prostu spotkanie z książką napisaną zgodnie z zasadami fantastyki postapokaliptycznej.

  • Podsumowując. Nic nowego i nic odkrywczego. 😉

    • Było kilka ciekawych wątków, z jakimi się nie spotkałam, ale nie jestem w stanie powiedzieć na ile to jest coś nowego, bo nie jestem specjalistką w tym gatunku. 🙂

      • Tytuł sobie zapiszę, może kiedyś w przypływie radości sobie o nim wspomnę. 😉

  • Ja na razie czytałem tylko „Metro 2033” – bardzo mi się podobało swego czasu, ale jakoś nie mam ochoty czytać ani kontynuacji ani też kolejnych książek z tego uniwersum, których już namnożyło się bardzo dużo.

    • Mimo wszystko, polecam przeczytać Metro do końca, czyli do „Metro 2035” – końcówka jest naprawdę rewelacyjna. Książek z uniwersum nie czytałam, ale z dobrych źródeł wiem, że nie są złe 😉

  • Adrian Pawłowski

    Nie przepadam za apokalipsą w polskich realiach. Wydaje mi się, że nie mamy specjalnie ciekawych miejsc, w których mogłaby się rozgrywać akcja. Chyba, że jakieś tereny poza dużymi miastami, bo dworce są już nieco „oklepane”.

    • Zawsze znajdzie się coś ciekawego, myślę, że nasz kraj z racji historii ma wiele do zaoferowania w tej materii 🙂