Margaret Atwood, „Oryks i Derkacz” – czy można stworzyć doskonały świat?

Oryks i Derkacz zaczęłam czytać już dawno, gdyby nie goniące mnie dedlajny i natłok obowiązków z pewnością wcześniej podzieliłabym się wrażeniami z tej osobliwej lektury. Oryks i Derkacz to pierwsza część trylogii MaddAddam, na którą składa się jeszcze Rok potopu i MaddaAddam.

Świat po zagładzie. Właściwie to, co z tego świata pozostało. Z ludzkiego świata, bo natura potrafi o siebie doskonale zadbać. Na skraju lasu, okryty brudnym prześcieradłem, żyje, a właściwie próbuje przetrwać, Yeti. Jest on jednym z bohaterów tragicznej historii, której szczegóły odkrywane są krok po kroku. Czytelnik zajrzy w przeszłość, dowie się o co właściwie chodzi, a także kim są tytułowi Oryks i Derkacz.

Wkrótce zacznie widywać kuszące demony o czerwonych sutkach i migoczących różowych językach, będą łasić się do niego i oblizywać wargi. Z morza, zza walących się wież, wyłonią się syreny, a on usłyszy ich piękny śpiew, popłynie ku nim i zjedzą go rekiny. Stworzenia o głowach i piersiach kobiet oraz szponach orłów zaatakują go z powietrza, on rozłoży ramiona i to będzie koniec. Mózgospiek.

Atwood powoli ujawnia, co doprowadziło do zagłady ludzkości. Dużo uwagi poświęca biotechnologii, organizmom transgenicznym, ludzkim dążeniom do poprawiania świata i natury (a także siebie samych). Transgeniczne świnie, które mogą stać się dawcami narządów, modyfikowane rośliny i ingerencje w genotypy (to dzieje się już dziś). Naukowcy w korporacjach niczym bogowie na Olimpie, oddzieleni od reszty, decydują o rozdysponowaniu technologii. Wizja przedstawiona w Oryks i Derkacz jest nieprzyjemna i dość przerażająca, a w dodatku całkiem prawdopodobna. Narrator z bliska przygląda się wydarzeniom, a dzięki retrospekcjom można przeżywać je na wielu płaszczyznach. To dodaje nieco dynamiki całości. Zawiodłam się nieco w przypadku postaci. Oryks było za mało, a jednocześnie za dużo w sferze domysłów i niedopowiedzeń. Jimmy (Yeti) nie przekonał mnie do siebie, a jedynie Glenn (Derkacz) jest tu wyrazistym i interesującym bohaterem.

Wracając jeszcze do Oryks. Sposób radzenia sobie z traumą bohaterki, jej racjonalizacja, wydaje się dość kontrowersyjny. Podobnie jak przedstawienie wątków związanych z pedofilią, zoofilią i handlem ludźmi. Można odnieść wrażenie, że autorka przedstawiła wiele trudnych fragmentów w sposób oschły i pozbawiony emocji. Myślę, że zleżało jej na autentyczności, więc osobiście podeszłam do tego na chłodno. Jednak zetknęłam się z mocnymi słowami skierowanymi w stronę Atwood. Wydaje mi się, że spowodowane jest to między innymi błędnym przeświadczeniem, że autor w swojej twórczości: a) pisze o sobie, b) przedstawia tylko swoje poglądy, c) chce narzucić swój sposób myślenia czytelnikom. W tym przypadku Atwood zostawia wartościowanie i ocenianie odbiorcom jej dzieła. Przedstawia wykreowany świat naturalistycznie, bez owijania w bawełnę. Mimo to, nie zabrakło w powieści dramatyzmu i miłości.

Oryks i Derkacz daje do myślenia. Styl powieści jest wyjątkowy – język jednocześnie artystyczny i piękny, a także prosty i szczery. Czasem brutalny. Atwood dba o szczegóły, dopracowała swoją koncepcję w każdym calu. Ambitna pozycja, nad którą trzeba się zastanowić i ciekawa przygoda intelektualna. Na pewno sięgnę po kolejne części.

Twórczość Margaret Atwood nie jest zaliczana do science fiction, więc nie tylko fani tego gatunku odnajdą się w postapokaliptycznej wizji przedstawionej w Oryks i Derkacz. W trakcie czytania pomyślałam też, że powieść była wyzwaniem dla tłumaczki, która musiała się natrudzić i odnaleźć w sporej ilości neologizmów. I jeszcze taka uwaga, jeśli planujecie zapoznać się z Oryks i Derkacz, nie czytajcie opisu z tyłu książki. Za dużo zdradza.

Moja ocena: 8/10

  • Marcin Zakrawacz

    Biotechnologia, poprawianie siebie jak dla mnie bomba muszę to przeczytać 🙂

    • Bardzo ciekawe ujęcie, myślę że warto przeczytać 🙂 Właśnie dla tej wizji, którą Atwood przedstawiła. W maju ma się ukazać trzecia część tej trylogii to na raz można wszystko 😀

  • Atwood sama nie chce, by ją zaliczać do science-fiction, ale tak w zasadzie to „Oryks i Derkacz” można uznać za science-fiction. Ciekawe są jej debaty w tym temacie z Ursulą K. Le Guin. Mi bliżej do tej drugiej.

    Ja osobiście znalazłem i dramatyzm, i miłość. Dramatyzm może nie pod kątem akcji, ale sama historia Jimmy’ego dla mnie była przesiąknięta emocjonalnym napięciem. Czasem wystarczył krótki wtręt ze strony protagonisty, by spojrzeć pod maskę.

    Ciekaw jestem też za co padały w stronę Atwood te mocne słowa?

    • Ja bym uznała za SF z całą pewnością, ale oficjalnie nie spotkałam się ani razu żeby ta powieść została tak zakwalifikowana.
      Jimmy jest dramatyczną postacią, a jakże. W zasadzie tragiczną, ale jakoś mnie nie ujął. O wiele więcej głębi znalazłam w Derkaczu 🙂

      Za Oryks i bitą śmietanę, i ogólnie kwestie związane z tym wątkiem.

  • Ewa Matuszkiewicz

    Ja nie jestem fanką M.Atwood, mam wrażenie że ona pod otoczką wyjątkowego języka kryje nieznajomość ludzi, posługuje się stereotypami. Chociaż ta książka zapowiada się ciekawie

    • Jest bardzo ciekawa, zwłaszcza koncepcja, więc może warto się przemóc 😉