T.R. Richmond, „Prawda o dziewczynie”, czyli jak dostałam nauczkę

Ile to razy powtarzałam sobie, żeby nie sugerować się opisami wydawnictwa? Prawda jest taka, że człowiek zawsze trochę się sugeruje, choćby się przed tym bronił. Tak więc, zażyłam swojego lekarstwa. Napaliłam się na tę książkę. Dla fanów Zaginionej Dziewczyny i Dziewczyny z pociągu? Tak, to ja. Zaopatrzyłam się szybko w e-booka i odpaliłam czytnik niezdrowo podekscytowana. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że jedyne co „Prawda o dzieczywnie” miała wspólnego z tymi powieściami to rzeczownik „dziewczyna” w tytule.

Od razu zaznaczam, że nie uważam tej książki za kiepską, ale „porywający thriller”? To już trochę przesada. Porywającym thrillerem to można nazwać Zaklinacza Donato Carrisi, a nie debiut brytyjskiego dziennikarza T. R. Richmonda. Powieść jest lekka, przyjemna. Jest zagadka, do rozwiązania której prowadzi dość słaba fabuła. Jednak sposób w jaki historia jest poprowadzona pozostawia wiele do życzenia. Bohaterką książki jest Alice Salmon, studentka i dziennikarka, a właściwie jej duch, gdyż dziewczyna została znaleziona martwa. Pewien profesor uczelni, na której uczyła się bohaterka, postanawia przywrócić ją do życia pisząc książkę na temat życia tej biedaczki. Dowiadując się coraz to nowych faktów i poznając osoby z otoczenia Alice, szuka tropu prowadzącego do odkrycia prawdy. Postać tego mężczyzny, w jakiś sposób działa mi na nerwy. Chociaż lubię bohaterów niejednoznacznych, ten człowiek mnie dezorientuje. Zapewne miała być to pewna gra z czytelnikiem. Jednak zamiast gry wyszła żenująca pseudo warstwa psychologiczna.

„Prawda o dziewczynie” pisana jest w stylu powieści epistolarnej, z fragmentami pamiętnika, e-maili, sms-ów czy rozmów na Facebooku, co urozmaica podróż do świata Alice i pozwala poznać jej bliskich, przyjaciół i wrogów. Spodobała mi się sama postać bohaterki. 25-latka wchodząc w dorosłe życie ma sporo osobistych problemów zarówno z mężczyznami, jak i z samą sobą. Forma przywracania jej do życia była ciekawa, podobnie jak rozwiązanie zagadki jej śmierci. Prawda o dziewczynie to lekka powieść, z prostą fabułą, wszystkie głębsze wątki są mało dojrzałe i pisane w dziennikarskim stylu.

Zabrakło tu prawdziwej i głębokiej warstwy psychologicznej, kryminologii i finezji. Jednak całkiem przyjemnie poznawało się przeszłość i osobowość samej bohaterki. Mam też trochę wrażenie, że powieść jest przestrogą dla młodych dziewczyn, że ma jakiś moralizatorski przekaz. Nie mogę się oprzeć temu wrażeniu, być może to tylko wrażenie. Od teraz czytam opisy wydawnictw z dozą dystansu i przestaję rzucać się na każdą książkę z „dziewczyną” w tytule, szukając czegoś równie dobrego, co stworzyła Gilian Flyyn.

Moja ocena: 5/10

  • Marta Wyszkowska

    Ta książka to niewypał, dobrze że mam tylko e-booka.