Richard Lloyd Parry, „Ludzie, którzy jedzą ciemność” – zło, które pochłania

Reportaż Ludzie, którzy jedzą ciemność. Prawdziwa historia dziewczyny, która zaginęła w Tokio, i zła, które ją pochłonęło leżał na półce ponad rok zanim się za niego zabrałam. Zawsze gdzieś się wymykał, odkładany na później. To tochę dlatego, że bałam się tej historii. Prawdziwej historii dziewczyny, którą pochłonęło najbezpieczniejsze miasto na świecie. Być może słyszeliście o sprawie Lucie Blackman, 21-letniej Brytyjki która zaginęła w Tokio, w 2000 roku. Jeśli nie, to warto się jej przyjrzeć.

Większą część dorosłego życia mieszkałem w Tokio, prócz tego przemierzyłem Azję wzdłuż i wszerz. Jako reporter miałem do czynienia z kataklizmami takimi jak klęski żywiołowe czy wojna, niejednokrotnie widziałem ból i ciemność. Jednak historia Lucie sprawiła, że odsłoniły się przede mną nowe, nieznane mi dotychczas aspekty ludzkiej natury. Była niczym klucz do skrytki znalezionej przypadkiem w dobrze znanym pokoju i zawierającej tajemnice – przerażające, brutalne, potworne tajemnice, których istnienia nie byłem świadomy.

Lucie Blackman przyjechała wraz z przyjaciółką do Tokio, by zarobić na spłatę długów i zmienić coś w swoim życiu. Podjęła pracę hostessy, tzw. kobiety do towarzystwa. Hostessa ma za zadanie zabawiać rozmową – inteligentną lub nie, wszystko zależy od klienta. Japońscy biznesmeni chętnie korzystają z tego rodzaju towarzystwa, mogą wówczas przebywać wśród cudzoziemek tak odmiennych od japońskich kobiet. W zakres usług hostessy wchodzi wyłącznie dotrzymywanie towarzystwa, a nie usługi seksualne. Jasno wytyczone granice są akceptowane przez wszystkich, ale czy aby na pewno? Czy istnieje gwarancja bezpieczeństwa, nawet w mieście o tak niskim współczynniku przestępczości jak Tokio? Lucie Blackman zaginęła 1 lipca 2000 roku, poszła na spotkanie z klientem i słuch po niej zaginął.

Ludzie, którzy jedzą ciemność to reportaż kryminalny, w którym poznajemy historię życia i zaginięcia Lucie Blackman, jej rodziny, bliskich i wszystkich osób związanych z tą sprawą. Richard Lloyd Parry, brytyjski korespondent The Times, analizuje całą historię i przedstawia różnice kulturowe między Japonią, a Zachodem. Różnice w sposobie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, a także postrzegania kobiet w obu kulturach. Reportaż porusza też kwestie specyfiki rynku usług towarzyskich w Japonii. 

[Hostessa] kojarzy się z czymś nieprzyzwoitym, przywodzi na myśl erotyzm i świat mizu shōbai, który reprezentuje. Z kolei aura erotyki i nieprzyzwoitości sprawia, że kobieta pracująca w tym świecie staje się nieodpowiednią kandydatką na porządną żonę, przez co traci szansę na uzyskanie godnego statusu matki prawowitych dzieci […] w kulturze, w której macierzyństwo uznawane jest za „naturalną” rolę kobiety, kobieta z mizu shōbai przekracza prawa natury. Z tego powodu jest poniżana, z tego powodu jest uwielbiana.

Jestem pod wrażeniem nie tylko informacji, jakie udało się zdobyć dziennikarzowi, ale także jego własnej interpretacji i zaangażowania w tę historię. Parry pokazuje Tokio od tej bardziej mrocznej strony, ukrytej za kurtyną, za którą nikt nie chce zaglądać. Opowiada o stereotypach związanych z Japonią i jak można wpaść w ich pułapkę. Opisuje też kilkuletni proces Joji Obary, mężczyzny podejrzanego o udział w sprawie Lucie Blackman. 

Autor krok po kroku ujawnia szczegóły, budując napięcie w umiejętny sposób. Dokonuje krytycznej oceny pracy japońskiej policji, a właściwie systemu sprawiedliwości. Gdyby nie zaniedbania i ignorancja policjantów, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. W książce dominuje jednak nie Japonia, czy Tokio, ale historia Lucie Blackman. To ona jest tutaj najważniejsza, a reszta stanowi tło. Autor skupia się na jej bliskich, reakcji mediów i opinii społecznej, a także na działaniu wymiaru sprawiedliwości. Wyjątkowo ciekawe okazało się zwrócenie uwagi na oczekiwania społeczne względem bliskich i rodziny osób zaginionych, a także manipulację przekazem medialnym i opinią publiczną. 

Reportaż jest fascynujący – nie ma w nim nic z taniej sensacji, ani łzawych historii. Jest twardą i bezwzględną analizą. Parry nie stoi po niczyjej stronie, obiektywnie przedstawia wydarzenia i analizuje całą historię. Ludzie, którzy jedzą ciemność to gorzka przestroga – wszędzie, nawet w najbezpieczniejszym zakątku Ziemi, czai się zło. Wszędzie istnieją ludzie, którzy jedzą ciemność.

Moja ocena: 7/10

  • Ewa Matuszkiewicz

    Widziałam kiedyś reportaż o osobach, którym zaginęli bliscy. To prawdziwa tragedia, aż ściska serce. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie to spotkać, chociaż przecież losy są nie odgadnione. Aż ciarki przechodzą, że takie historie pisze samo życie 🙁

    • To prawda, czytając czy oglądając reportaże faktycznie inaczej podchodzi się do historii. Uświadamiamy sobie, że takie sytuacje zdarzają się na prawdę.

  • Adrian Pawłowski

    Dobry reportaż:) kiedyś czytałem, zrobił na mnie wrażenie profesjonalnego:)

    • Zgadzam się z tą opinią, jest profesjonalny i na tyle obiektywny, na ile może być w przypadku takiej sprawy. Pozdrawiam 🙂

  • Coś czuję, że będzie to dobra pozycja to zakupu na czytnik.

    • Na czytnik idealna – szybko pójdzie 🙂

  • Dziękuję. Dziękuję Ci, że przypomniałaś mi o istnieniu tej książki i o tym, by czym prędzej odkopać ją w swoich zbiorach i przeczytać. Już w tamtym roku gdy ją kupiłam, opis zaintrygował mnie, ale nie widząc czemu wylądowała na samym spodzie stosu.
    Zapowiada się ciekawa lektura 🙂

    • Nie ma za co 😉 U mnie też długo czekała, ale obiecałam sobie, że w tym roku będę nadrabiać zaległości. Myślę, że ten reportaż jest ciekawym doświadczeniem i spojrzeniem z szerszej perspektywy. Daj znać jak Twoje wrażenia, jak już przeczytasz 😊

  • Uświadomienie sobie tego jak losowe bywa życie może być przerażające. Ja chyba przeszedłem nad tym do porządku dziennego – nad niektórymi rzeczami nie ma się kontroli i tyle. Drugim faktem ciężkim do przetrawienia jest nie tyle to, że wszędzie można spotkać kogoś złego, ale że w każdym jest nieco ciemności…

    • Dopóki to jest „nieco” to nie ma co się martwić;) ale wiele eksperymentów społecznych i psychologicznych pokazuje jak cienka jest ta granica przejścia „na ciemną stronę mocy”. Akurat w przypadku historii powyżej można było do tych wydarzeń nie dopuścić i zawinili tu jak zwykle ludzie. Ciemność można kontrolować, tylko trzeba przestać udawać, że jej nie ma.

      • Zdecydowanie. A jedną z lepszych form kontroli jest… kontrolowane folgowanie tej ciemności. W ograniczonym stopniu oczywiście – choćby poprzez literaturę.

  • Agnieszka Dem

    Nie słyszałam wcześniej o tej książce, może przez to że raczej nie sięgam po ten gatunek literatury 🙂 Brzmi bardzo ciekawie i na pewno po nią sięgnę, jeśli będę mieć taką okazję 🙂

    • Polecam, warto się zapoznać z historią Lucie Blackman. Pozdrawiam 🙂