J.R.R. Tolkien, Verlyn Flieger, „Opowieść o Kullervo” – gdy magia była jeszcze młoda…

Opowieść o Kullervo to pięknie wydane opracowanie pierwszego, niedkończonego opowiadania J.R. Tolkiena, które miało wpływ na jego późniejszą twórczość. To właśnie Opowieść o Kullervo stanowi zalążek jednej z najważniejszych powieści TolkienaDzieci Húrina. Niewątpliwie historia Kullervo miała wpływ na dalsze poczynania autora, ale była wyłącznie początkiem ku stworzeniu czegoś, co później stanie się wielkie.

Fani Tolkiena z pewnością wiedzą, że był on zafascynowany mitologią fińską. Tworząc historię Kullervo inspirował się poematem Kalevala, zajmującym wyjątkowe miejsce w historii Finlandii. Sama Opowieść o Kullervo to chaotyczna historia tragicznego bohatera, w której pomieszane są style i gatunki. To połączenie ponurej baśni, mitologii i mrocznej poezji. Ma w sobie coś z greckiej tragedii. Opowiada historię chłopca, a później mężczyzny, który traci ojca i dostaje sie w niewolę do swojego wuja, wraz z ze swoją matką i rodzeństwem. Opowieść jest niedokończona, a pod koniec notatek robi się chaotycznie. W trakcie lektury można też wyłapać eksperymentowanie Tolkiena z imionami postaci. 

 


 

Verlyn Flieger umieściła dużą ilość przypisów i komentarzy, które opisują postacie oraz wyjaśniają poszczególne elementy opowieści. Fileger wykonała kawał dobrej roboty, poświęciła temu opracowaniu wiele czasu i pracy. Ciekawym doświadczeniem było zapoznanie się z roboczym streszczeniem fabuły i przyglądanie się procesowi twórczemu jednego z najbardziej rozpoznawalnych autorów na świecie. W opracowaniu pojawia się także referat o Kalevali w dwóch wersjach – odczytu z rękopisu oraz już przepisanego "na czysto" maszynopisu. Z pewnością zwiększyło to liczbę stron książki, ale mnie nieco zawiodło. Książka sprawia wrażenie pozycji przeznaczonej pod pisanie pracy dyplomowej o twórczości J.R.R. Tolkiena. Oczywiście wartość całego opracowania jest duża, ale na praktycznie 270 stron tekstu, cała opowieść o Kullervo zajmuje w oryginalne około 35 stron. Przedstawiona jest zarówno w angielskiej, jak i polskiej wersji. 

Opowieść o Kullervo to swego rodzaju eksperyment literacki, do którego autorka naprawdę się przyłożyła. Opracowanie jest okazją do zajrzenia w głąb umysłu Tolkiena i przyjrzenia się początkom jego twórczości, a także głębokim inspiracjom. Dzięki opracowaniu Verlyn Flieger fani Tolkiena mają możliwość poznania go bliżej. Naprawdę przyjemnie było zobaczyć proces twórczy pisarza, który stworzył podstawę gatunku fantasy.

Moja ocena: 6/10

  • Marcin Zakrawacz

    A czy beowulfa czytałaś ?

    • Nie czytałam, ale skądś kojarzę 🙂 Warto?

      • Marcin Zakrawacz

        Warto w sumie to legendarna klasyka 😉

        • Legendarna mówisz, no to może się skuszę 🙂 Chociaż ostatnio bardzo rzadko sięgam po klasykę.

  • Przyznam, że książka ciekawi. :3

    Wysłałam do ciebie maila z propozycją. Mam nadzieję, że się zgodzisz. 🙂

  • Adrian Pawłowski

    Przyznam że zawiodłem się na tej książce, chociaż wiedziałem już wcześniej o tym że niedokończona historia Kullervo jest krótka. Opracowanie jest rozciągnięte na siłę i ratuje je tylko to, że dotyczy to Tolkiena. Inaczej bym nie kupił.

    • Myślę, że to trochę wina tego jak książka jest prezentowana przez wydawnictwo. Mimo wszystko ja osobiście jestem zadowolona, chociaż cena jest powalająca za tego typu publikację 😉

  • Cały czas się zastanawiam nad Kullervo. Mąż już nawet stał przy kasie z tą książką, jednak ja wciąż jestem niezdecydowana. Z jednej strony chciałabym się zapoznać, a z drugiej to jest opracowanie, a te jakoś mi nie podchodzą. Na razie nam pilniejsze pozycje na mojej czytelniczej liście, więc może kiedyś… 🙂

    • Dobre podejście 🙂 A jakie są te pilniejsze? 🙂 Może i ja się zainspiruję.

      • Cała masa 😉 „Dwór cierni i róż”, Oba „Silvery”, „Prawodziejka”, „Szóstka wron”, „Moskal”, „Ballada o przestępcach”, „Dziewczyna z dzielnicy cudów”, „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu”. Do tego już czai się nowe Metro 2033 ” Człowiek obiecany” i nie pozwalają mi przejść obojętnie koło półki wciąż nie przeczytane książki z zony: „Na skraju strefy”, „Wedle zasług”, „Tam gdzie ciepło” i „Antymir”. Do tego niedawno nabyłam Sandersona w zacnej cenie i cóż chyba więcej nie będę pisać, bo przerażam samą siebie. 😀

        • Z podanych przez Ciebie tytułów czytałam tylko „Szóstkę wron” i „Clovis La.Fay”. Zastanawiam się nad „Dziewczyną z dzielnicy cudów”, ale poczekam aż zrecenzujesz 😛

  • Kusi mnie, oj kusi, ale z drugiej strony zastanawiam się, czy to nie kolejny zabieg na zbicie milionów złotych pieniążków. 🙁

    • Fakt, jest rozciągnięta do granic możliwości, chociaż sporo miejsca zajmują angielskie oryginały.

  • Ewa Matuszkiewicz

    Tolkien to były czasy 😉 Szkoda, że książka jest tak rozciągnięta, pewnie byłaby tańsza gdyby nie to.