Walter Tevis, „Przedrzeźniacz” – „Tylko przedrzeźniacz śpiewa na skraju lasu”

Artefakty Wydawnictwa Mag to klasyki sci-fi wydane w ujednoliconej szacie graficznej, a ja sukcesywnie zamierzam nadrabiać pozycje z tej serii – zaczęłam od Waltera Tevisa i jego Przedrzeźniacza. Powieść została napisana w 1980 roku, ale poruszana przez nią problematyka jest jak najbardziej aktualna. Wizja Tevisa okazała się niezwykle poruszająca i wciągająca, a autor trafił w mój gust. 

Przedrzeźniacz to dramat egzystencjalny z ponurą wizją przyszłości i wyjątkową historią miłosną w tle. Akcja powieści rozgrywa się w XXV wieku. Społeczeństwo jest bezrefleksyjne, atomistyczne i chyli się ku upadkowi. Nie rodzą się dzieci, a ludzie codziennie przyjmują środki odurzające, otępiające umysły. Restrykcyjne zasady Prywatności chronią przed konfliktami i nawiązywaniem głębszych więzi. Dozwolone są przyjemność, szybki seks i narkotyki, które pomagają „być szczęśliwym”. Wszystko to sprawiło, że utracono zdolność odczuwania emocji i uczuć wobec innych osób. Społeczeństwu przyświeca zasada „O nic nie pytaj, odpręż się”. Ludzie spędzają swój czas przed ogromnymi telewizorami i hipnotyzującymi obrazami. Kiedy uczucie pustki i bezcelowości ich przerasta, dokonują samospalenia – grupowego samobójstwa w miejscach publicznych. Odurzeni narkotykami, podpalają się żywcem i odchodzą z tego świata z uśmiechem na ustach, nie czując bólu.

Jak przystało na dziecko współczesnego świata, ogarniało mnie pragnienie powrotu do prostoty mojego dawnego życia. Pożądałem soporów, marihuany oraz innych narkotyków, od których rozkwitał umysł, Chemicznej Pogody Ducha, seansów telewizyjnych, modlitw do „Kierownika”, kimkolwiek był, a także słodkiego, odurzonego, pełnego marzeń snu w moim permoplastikowym pokoju – klimatyzowanym, cichym, wolnym od zamieszania, pragnień, niepokojów i rozpaczy (…).

Tevis w swoim dziele porusza kwestie konsekwencji bezgranicznego zawierzenia technologii. Społeczeństwem zarządzają roboty o różnym stopniu zaawansowania – mają służyć ludziom i wyręczają ich praktycznie we wszystkim. Wśród nich są prymitywne androidy, pracujące w fabrykach i wykonujące zaprogramowane im zadania, a także roboty bardziej rozwinięte, posiadające samoświadomość. Obejmują one stanowiska kierownicze średniego i wyższego szczebla. Co więcej, w tym świecie książki są zabronione, a czytanie traktowane jest jak przestępstwo. Pod tym względem przypomina mi to film Equilibrium – tam również wykreowany świat pozbawiony jest literatury, sztuki i uczuć. Wszystkie wizje, w których społeczeństwo pozbyło się książek, i umiejętności czytania, napawają mnie szczególnym strachem.

Wśród tych wszystkich robotów żyje humanoid najwyższej marki, najbardziej samoświadomy i odczuwający – Robert Spofforth. Pojawia się także Paul Bentley – człowiek, który twierdzi, że potrafi czytać, a także Mary Lou, która dostrzega fałsz otaczającej ją rzezcywistości. Losy tej trójki bohaterów połączą się ze sobą w historię smutną i pełną emocji. Spofforth jest postacią tragiczną. Ma dosyć życia, ale nie może umrzeć. Jego oprogramowanie nie przewiduje samobójstwa, więc nieszczęśliwy humanoid skazany jest na życie wśród ludzi. Wszystko przez to, że wyposażono go w samoświadomość, ponadprzeciętną inteligencję, emocje i pragnienia, jednocześnie odbierając mu możliwość poczucia w pełni, co znaczy być człowiekiem. Co do pozostałej dwójki bohaterów – Paul przechodzi wewnętrzną przemianę, a Mary Lou…no cóż, to intrygująca osoba. Każdy z bohaterów jest na swój sposób wyjątkowy, ma swoje motywacje i pragnienia.

Przedrzeźniacz to piękna opowieść, ale wiele w niej smutku, samotności i rozpaczy. Szczególnie mocno zapadły mi w pamięć sceny związane z nauką czytania, Paulem i kotką Biff, a także fabryką tosterów, która jest gorzką metaforą tego, co możemy obserwować już teraz. Mam tylko zastrzeżenia co do „religijnego” wątku w Maugre, który trochę mnie przytłoczył. Mimo trafności spostrzeżeń, w pewnym momencie wydawał się niepotrzebnie wydłużony. 

W Przedrzeźniaczu urzekła mnie duszna atmosfera, a także plastyczny język dopasowany do stylów narracji. Książka ma nieco ponad 200 stron, a jest w niej naprawdę wiele wartościowej treści. Wizja Tevisa sprawia wrażenie zatrważającej przepowiedni, która spełnia się na naszych oczach. Moim zdaniem, takie książki jak Przedrzeźniacz powinny znajdować się na liście obowiązkowych lektur szkolnych.

Kiedy w blasku wiosennego słońca przemierzam stare wyjeżdżone zielone autostrady, mając ocean po swojej prawej, a puste pola po lewej stronie, czuję się wolny i silny. Nie mógłbym się tak czuć, gdybym nie czytał książek. Cokolwiek mnie spotka, dziękuję Bogu za to, że potrafię czytać i mogłem prawdziwie dotknąć umysłów innych ludzi.

Moja ocena: 9/10

  • Marcin Zakrawacz

    O tak genialna książka i właśnie takie coś powinno się czytać w szkole

    • Teraz czytam „Człowiek, który spadł na ziemię”, pewnie podobnie dobra 🙂

      • Marcin Zakrawacz

        Zapewniam że nawet lepsza 😉

  • Czeka już na mnie w Bielsku. 😀

  • Kocham Cię moje życie blog

    nie słyszałam o tej książce 🙂

    • Mi polecił ją znajomy i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam 🙂

  • „Artefakty” to świetna seria, choć na razie mam tylko dwa tomy z samego początku. Ale „Przedrzeźniacz” brzmi jako silny kandydat na powrót do tej serii.

    • Mi się marzy cała seria na półce. No i w końcu muszę tego Hyperiona przeczytać 🙂

    • Marcin Zakrawacz

      Warto bo książki Tevisa to takie perełki w tej serii

  • Aleksandra Bernatek

    Mam nieodparte skojarzenie z „Rokiem 1984” Orwella. Wizje świata w obu książkach są przerażające, zwłaszcza patrząc na współczesne realia. Do tego brak książek… to już w ogóle nie mieści mi się w głowie

    • Nie wyobrażam sobie świata bez książek, a patrząc na statystyki dotyczące czytelnictwa to robi się coraz bardziej realne. Oby jednak to było tylko chwilowe załamanie 🙂 Niestety jeszcze nie miałam okazji zapoznać z powieścią „Rok 1984”, ale jest na mojej liście obowiązkowych do przeczytania.