[WPIS GOŚCINNY] Andrius Tapinas, „Wilcza godzina” – recenzja

Fantastyka, szczególnie ta naukowa, jest jednym z moich ulubionych gatunków i nic dziwnego, że próbuję przekonać do niej jak najszersze grono osób. Oddaję dzisiaj „głos” Jakubowi, który od samego początku wpiera mnie w działaniach. Wprawdzie nie prowadzi on bloga książkowego, ale za to powie zainteresowanym Jak NIE robić RPG-a? (i innych rzeczy również). Natomiast u mnie podzieli się wrażeniami z lektury „Wilczej Godziny”, debiutu litewskiego pisarza Andriusa Tapinasa. Czy osoba nieprzepadająca za fantastyką naukową może się do niej przekonać? Zapraszam 🙂

* * *

Był taki czas, w którym zafascynowany fantastyką tak naprawdę widziałem ją jedynie pod płaszczykiem science fiction, zwanym bardziej formalnie fantastyką naukową. Jednakże, dość szybko zmęczyła mnie otoczka tego nurtu: obcy, kosmos, łączenie nieprawdopodobnej wizji przyszłości z tą naukową czy trudną (i czasem specjalnie komplikowaną) terminologią. Skupiłem się wówczas na „klasyce”, czyli fantasy, w którym magia i miecz spotykają się ze smokami wspieranymi przez gobliny czy inne paskudztwa. Oczywiście, wraz z wiekiem granice pomiędzy poszczególnymi nurtami przestają czytelnikowi przeszkadzać i cieszy się po prostu dobrymi pozycjami literatury fantastycznej, a nawet jakiegokolwiek typu słowa pisanego. Jednak upodobanie do fantasy pozostało, podobnie jak delikatna niechęć do sci-fi czy zniechęcającym mnie technologią i ponurą wizją przyszłości cyberpunku. Parę lat temu nie spodziewałem się, że jakiś inny nurt delikatnie zburzy ten „ustalony porządek”, ale jednak tak się stało – za sprawą steampunku.

Byłem zauroczony wizją wiktoriańskiego Londynu (Sherlock Holmes FTW!) osadzonego w alternatywnej, przemysłowej rzeczywistości napędzanej parą, machinami i niekiedy alchemią, często z dodatkiem autentycznych historycznych postaci i wydarzeń (oczywiście, mocno doprawionych fantazją i zupełnie innymi cechami osobowości). Zacząłem szukać i okazało się, że nie jest to tak bardzo popularny nurt – z „dużych” powieści do polecenia przychodzi mi na myśl jedynie trylogia Marka Hoddera o Sir Richardzie Burtonie, natomiast w branży gier wideo od razu w głowie pojawia się steampunkowy (a może bardziej whalepunkowy?) Dishonored. Oczywiście, dzieł godnych rekomendacji i klasyków znalazłoby się dużo więcej i fani już pewnie szykują swoje listy, aby pokazać mi, jakie bluźnierstwa tutaj rzucam, ale nie jestem maniakiem – nie dociekałem wszystkiego związanego ze steampunkiem, a jedynie „zadowoliłem się” nowym dla siebie gatunkiem literackim. Co jakiś czas, gdy wpadnie mi w oko cokolwiek związanego z tym typem fantastyki, czuję się po prostu zainteresowany. Tak było też z „Wilczą Godziną”, debiutancką powieścią litewskiego autora, Andriusa Tapinasa. O książce dowiedziałem się z zapowiedzi czytelniczych na blogu Obsesyjnej, a zatem widać, że tego typu zestawienia (jak i cały blog) są bardzo pożyteczne. Dzięki!

Z ciekawostek – nie wiem, czy ta pozycja jest tak popularna, czy to ja miałem wyjątkowego pecha, ale aby zdobyć swój egzemplarz, musiałem chodzić 2-3 tygodnie po poznańskich oddziałach znanej sieci sklepów. W końcu, tuż przed urlopem udało mi się dorwać ostatnią książkę w punkcie za 39,90 zł. Po czym na wakacjach przeczytałem ją w dwa dni, co zdarza mi się stosunkowo rzadko. Choć udział w tym miała nie tylko jakość produktu, ale też moje koncertowe skręcenie kostki przy schodzeniu z Tarnicy, po czym resztę wyjazdu spędziłem w pokoju. W Bieszczady jedź, mówili, będzie fajnie, mówili. Taaaak…

Powieść przenosi nas do 1905 roku do litewskiego Wilna, co pokazuje, że steampunk nie jest ograniczony jedynie do Londynu i angielskich dżentelmenów uprzejmie kaszlących, gdy ktoś opowiada bzdury. W alternatywnej rzeczywistości to miejsce należy do Aliansu, grupy wolnych miast (w tym Krakowa), w których do głosu doszli mechanicy wykorzystujący parę, alchemicy i wskrzesiciele, którzy jednak z kolei podlegają radnym, burmistrzom, ministrom i innym personom na wysokich stanowiskach. Po niebie latają wielkie maszyny transportowe i wojenne, mieszkańcom towarzyszą pomocne automatony, a gdzieniegdzie można spotkać golemy. A wiecie, jakie potrafią być golemy – trudno je wzruszyć.

Oczywiście, to wszystko w którymś momencie trafia szlag, bo w sprawy Wilna, teoretycznie wolnego miasta, próbuje się wmieszać obce imperium (i nie trzeba być geniuszem, aby się domyśleć, o które chodzi). Na dodatek, miastem wstrząsa potworna zbrodnia, która automatycznie otwiera śledztwo. I właśnie to dochodzenie oraz intrygi obcych sił są naprzemiennie poruszane przez ok. 460 stron i stanowią treść całej książki.

W pewnym momencie myślałem, że mogę zacząć traktować „Wilczą Godzinę” jak kryminał, gdyż na pierwszy plan wysuwało się poszukiwanie mordercy. Jednak szybko okazało się, że tutaj nie chodzi głównie o drobiazgowe śledztwo, dedukcję, przesłuchania, ale po prostu o akcję, przygodę i obronę miasta przed nieszczęściami. Studiując poczynania Legionu Wileńskiego i jego dowódcy, Antoniego Srebra, przed oczami miałem cykl o straży Świata Dysku i postać Samuela Vimesa. I jeśli ktoś nie wie, co o tym myśleć, to wyjaśniam, że jest to ogromny komplement z mojej strony, gdyż ten odłam pratchettowskiej sagi jest w mojej ocenie zdecydowanie najlepszy i najzabawniejszy. Dzieło Tapinasa nie zawiera może aż tak dużej dawki humoru, ale są momenty, w których kąciki ust mają prawo lekko unieść się do góry. Natomiast nie przygotowujcie się na salwy śmiechu, raczej nastawcie się na „lekki” styl pisarza.

Zdecydowanie nie jest to arcydzieło, ale też nie podchodziłem do niego z takim nastawieniem. Postacie tutaj są raczej jednolicie czarne lub białe (z jednym czy dwoma wyjątkami) i dość szybko nasza sympatia kieruje się ku tym „dobrym”. Wbrew pozorom, bardzo mnie to ucieszyło – nie lubię „szarości”, filozoficznych rozważań i nadmiernych prób zostawiania czytelnika z refleksjami lub domysłami. Nie, zwykle nie zamierzam zastanawiać nad życiem po lekturze książki – wystarczająco wiele okazji do rozmyślań mam w pracy. I moje wymaganie przeżycia przygody (tak po prostu) „Wilcza Godzina” spełniła z nawiązką. Nawet intrygi polityczne są tutaj przedstawione w taki sposób, że nie burzą „tonu”, choć trzeba przyznać, że miejscami są dość naiwne, podobnie jak parę rozwiązań poradzenia sobie z zagrożeniami Wilna zaproponowanych przez autora.

Bardzo podoba mi się to, że recenzowana powieść jest wręcz skrojona pod całe uniwersum – przedstawiony świat jest bardzo bogaty i z pewnością pomieściłby wiele przygód, np. w innych miastach Aliansu. Zresztą, końcówka książki jest wyraźnym sygnałem od autora, że ten zostawił sobie furtkę dla następnych dzieł, jeśli „Wilcza Godzina” zostanie przyzwoicie przyjęta. Sam finisz przekazuje odbiorcy parę momentów, które po dość przewidywalnej fabule mogą bardzo zaskoczyć czytającego. Tak, jakby Tapinas czekał do ostatnich stron z czymś „więcej”. Mam wrażenie, że pewne ciekawe sytuacje mogłyby być dawkowane i rozłożone w dłuższym czasie, ale z drugiej strony nie przeszkadza to jakoś specjalnie.

Jeśli chodzi o wydanie, to nie można mu wiele zarzucić – okładka jest miękka, ale przyjemnie wybrzuszona, a wszystko ładnie prezentuje się na półce. Ciekawostką jest fakt, że przekład na polski został wykonany przez Litwina i w paru miejscach miałem wrażenie, że właśnie to jest powodem niecodziennych konstrukcji oraz sformułowań. W żadnym wypadku błędnych, ponieważ książka jest świetnie przetłumaczona, także z imionami i nazwiskami bohaterów – po prostu co wrażliwsi językowo mogą w paru miejscach mieć wątpliwości, czy Polak tak by to rzeczywiście napisał.

Podsumowując, „Wilcza Godzina” jest udanym debiutem litewskiego pisarza i dobrym kawałkiem steampunku oraz ogólnie fantastyki. Nie jest to „głęboka” opowieść z morałem, ale po prostu wciągająca i przyjemna przygoda, która zapewne jest wstępem do uniwersum, na które ostrzę już sobie zęby.

Jakub Rojek

  • Adrian Pawłowski

    Wydawnictwo w tej serii związanej z fantastyką chyba specjalizuje się głównie w powieściach lżejszych i bardziej rozrywkowych. Publikują też polskich autorów, którzy wpisują się w ten nurt. Większy popyt jest na tego rodzaju fantastykę i z pewnością więcej osób po nią wówczas sięga, jak widać na powyższym przykładzie. Mam w planach „Wilczą godzinę” z uwagi na pochodzenia autora, jestem ciekaw co przemycił z własnego doświadczenia.

    • Mam podobne odczucie, spotkałam się od nich z fantastyką głównie rozrywkową. Bardzo przyjemną 🙂 Super, w takim razie życzę udanej lektury 🙂

  • Dobry debiut, ale jak dla mnie za mało steampunku. 😉 Jednak patrząc na zakończenie liczę na to, iż ta drobnostka w kolejnych tomach cyklu zostanie naprawiona. 🙂

  • Ładnie, ładnie. Jakub z Poznania. Ale zapewniam – to nie ja ;P

    A tak serio – ciekawe, że trafiła do nas książka autora właśnie z Litwy. Ze wschodnich sąsiadów to głównie z Rosji na razie trafiały tłumaczenia. Ciekaw jestem, jak się miewa tamtejszy rynek i jaką pozycję ma tam Tapinas.