Stuart B. MacBride, „Ubezwłasnogłowieni” – ostra mieszanka gatunków

„Ubezwłasnogłowieni” to powieść mocna i specyficzna. Rzeczywistość w niej przedstawiona jest brudna, brutalna, pełna przemocy oraz ciągłego zagrożenia. Czytając książkę miałam w wyobraźni ciemne, mroczne barwy przeplatane szkarłatnym kolorem krwi. W pamięci wyjątkowo mocno utkwiła mi wizja ludzi uzależnionych od wirtualnej rzeczywistości, którzy zachowują się jak na głodzie narkotykowym, przez co stają się niebezpieczni. To jedna z ciekawszych koncepcji w powieści. Oczywiście, obok samych ubezwłasnogłowionych.

A kim właściwie oni są?

To groźni przestępcy, których zgodnie z obowiązującym prawem pozbawiono człowieczeństwa. Poddani zabiegom lobotomii nie panują nad swoimi umysłami. Nie mogą mówić, bo wycięto im żuchwy. Angażowani są do prac społecznych, aby odpracować swoje zbrodnie. Nie stanowią już zagrożenia dla innych, a przynajmniej z założenia ma tak być. Autor poruszył niezwykle interesującą koncepcję dotyczącą skazańców i ich resocjalizacji. Dostrzegam nieco inspiracji „Mechaniczną Pomarańczą” Anthony’ego Burgess’a, zwłaszcza biorąc pod uwagę identyczne pochodzenie obu autorów. Jednak w przypadku „Ubezwłasnogłowionych” resocjalizacja opiera się na odczłowieczeniu więźnia i uczynieniu go chodzącym trupem, zależnym od innych.

Kolejny wstrząs i jeden z ubezwłasnogłowionych potyka się. Otaczają ją ze wszystkich stron: wynaturzone twarze nieskażone myślą ani uczuciem. Wszędzie unosi się kwaśny zapach ich potu. Muchy i martwe ptaki. Ten w sąsiedniej przegrodzie gapi się przed siebie, nad lewym okiem nosi świeżo wytatuowany, wyraźny kod kreskowy. Nowy zesłaniec do świata żywych trupów.

Jeśli szukacie czegoś mocnego, co podniesie poziom adrenaliny, to „Ubezwłasnogłowieni” są książka dla Was. To połączenie mocnego thrillera, brutalnego kryminału i powieści sensacyjnej z science-fiction w tle. Warto zwrócić uwagę na przedstawione w książce ciekawe technologiczne rozwiązania stosowane w czasie śledztwa – zrobiły na mnie duże wrażenie. MacBride dopracował swoją wizję w szczegółach.

Autor postanowił dać upust swojej fantazji, nie ograniczał się, jednocześnie starając się nie przekroczyć granicy kiczu. Niektóre sceny są tak realistyczne i naturalistyczne, że nie polecam tej książki osobom o słabych nerwach czy wrażliwym żołądku.

Will obejrzał się do tyłu i patrzył, jak miasto pochłaniają płomienie. Powietrze było zamglone od wyparowanego ludzkiego mięsa: delikatne, różowe obłoczki z wolna opadały na ziemię, oblepiając wszystko, czego dotknęły, ledwo uchwytną warstewką zniszczonych tkanek.

Bohaterowie książki wypadają nieco schematycznie, jakby odrysowani od szablonów dobra i zła. Nie przepadam za takim zabiegiem, ale w przypadku tej wybuchowej mieszanki gatunków wyszło to całkiem dobrze. O ile Will Hunter, członek służb specjalnych, jest typowym protagonistą jakich można spotkać w kryminałach, to postać dr Westfiled – seryjnej morderczyni i psychopatki – została skonstruowana w imponujący sposób. Kobieta obłędna i skuteczna w swoim szaleństwie.

„Ubezwłasnogłowieni” to bardzo dobry thriller z intrygującym zakończeniem – nawet na samym końcu MacBride’owi udało się zbudować napięcie. Akcja powieści toczy się szybko, nie ma czasu na rozczulanie się. Bądźcie przygotowani na brutalne i obrazowe opisy, przemoc, mrok oraz dużo wulgaryzmów.

7/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Editio z Grupy Helion S.A.