Siri Pettersen, „Zgnilizna” – zaskakująca kontynuacja serii Krucze Pierścienie

Moją opinię na temat Dziecka Odyna, pierwszego tomu serii Krucze Pierścienie, poznaliście jakiś czas temu. Teraz zamierzam rozpływać się nad drugą częścią – Zgnilizną. Nie chcę za dużo zdradzić – w tej części dzieje się naprawdę wiele. Po prostu opowiem Wam o wrażeniach związanych z tą książką.

Wydanie Zgnilizny jest równie piękne i wyjątkowe, jak w przypadku Dziecka Odyna. Już od pierwszej strony z dedykacją aż po podziękowania na końcu, widać że Siri Pettersen włożyła w ten debiut całe swoje serce. Autorka udowadnia że skandynawscy pisarze potrafią tworzyć nie tylko świetne kryminały, ale odnoszą sukcesy również w fantastyce. Trylogia Krucze Pierścienie oparta jest na staronordyckiej mitologii, a Siri Pettersen stworzyła na jej gruncie całkiem wyjątkową historię.

Sto pięćdziesiąt cztery dni. Odkąd przybyła tu z Ym. Z Mannfalli. Odkąd odeszłam od Rimego.

Nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń. O ile Dziecko Odyna miało charakter bajecznej opowieści, to Zgnilizna całkowicie mnie zaskoczyła. Już od pierwszych stron możecie liczyć na szybkie tempo wydarzeń i całkiem inny klimatem. W Dziecku Odyna rozpływałam się w opisach niesamowitej krainy, a w Zgniliźnie musiałam nadążać za fabułą. W tej części Hirka dojrzewa, ale też jest samotna jak nigdy wcześniej. Znalazła się w świecie do którego nie pasuje i którego nie rozumie. Nie wie komu ufać, jest praktycznie sama w miejscu w ogóle nie przypominającym Ym. Bliski przyjaciel Hirki, Rime, próbuje ją odnaleźć i nie cofnie się przed niczym.

Na początku byłam nieco zdziwiona kierunkiem jaki obrała Siri Pettersen i lekko się wystraszyłam. Jednak już po chwili wszystko zaczęło się układać we wciągającą i porywającą całość. Zgnilizna mnie poruszyła i jeszcze mocniej związała z trylogią Krucze Pierścienie. Polecam ją wszystkim, szczególnie tym którzy lubią wyważoną i inteligentną fantastykę. Siri Pettersen po prostu nie da się nie kochać. Jej książki są tym, czego poszukiwałam od dawna. Harmonią, pięknem, przygodą, brutalnością, chłodem i ciepłem jednocześnie. Dobrze napisane, przebija przez nie autentyzm i czyta się je z wielką przyjemnością.

Zgnilizna, chociaż klimat jest inny niż w Dziecku Odyna, to ekscytująca kontynuacja losów bohaterów. Warto sięgnąć po serię Krucze Pierścienie, a ja tymczasem czekam z niecierpliwością na ostatnią część – Evnę.

Moja ocena: 9/10